Przyjaciele, bliscy i znajomi. Serdecznie zapraszam na spotkanie z adaptacją mojej książki "Listy z epoki absurdu czyli Miś II". „Listy z epoki absurdu”, to listy moich przyjaciół opisujące rzeczywistość lat osiemdziesiątych, rzeczywistość w Polsce stanu wojennego i rzeczywistość solidarnościowego emigranta we Francji. To nie jest historyczny spis wydarzeń i faktów, ale autentyczny zapis naszych emocji, przeżyć i wzruszeń związanych z codziennymi zdarzeniami z tamtych lat. To spotkanie przyjaciół, którzy wówczas szukali sposobu na lepszą rzeczywistość, na lepszy otaczający nas świat, gdy wokół panowała epoka peerelowskiego absurdu po mistrzowsku uchwyconego przez Stanisława Bareję. Stąd podtytuł „Miś II”. W istocie, bywało i śmiesznie i strasznie, ale tak było.


„To smutne, że głupcy są, aż tak pewni siebie, a ludzie mądrzy tak pełni wątpliwości” – te słowa Bertranda Russella niechaj posłużą za motto moich internetowych spotkań z odwiedzającymi tę stronę.

Kim jestem? Dziennikarzem z blisko 50-cio letnim stażem (zaczynałem 17 grudnia 1970 roku).

Mam, więc wystarczająco dużo doświadczeń, przemyśleń i spotkań z ludźmi by móc i chcieć się nimi podzielić. Jeśli komuś się one spodobają, będę się cieszył, jeśli ktoś będzie ze mną dyskutował na argumenty, a nie słowami nienawiści będę wdzięczny.

Dzisiaj jestem już na emeryturze jako człowiek niemal spełniony i w zasadzie szczęśliwy. Mam trzech znakomitych synów i czwórkę dobrze rokujących wnuków oraz bardzo dobrą i wyrozumiałą żonę. Czegóż chcieć więcej?

Brakuje mi tylko dawnych kontaktów z ludźmi, z rozmówcami, ze słuchaczami, czytelnikami lub widzami z kolegami i tę lukę, mam nadzieję wypełnić tym blogiem, albowiem dziennikarzem się jest do końca dni swoich.

Liczę na wiele ciekawych spotkań i rozmów

Krzysztof Turowski

TWARDZIELE TO MY

To, co powiem, kieruję do wszystkich urodzonych przed 1980 - reszta nie ma tu czego szukać, albowiem dzisiejsze dzieci owijane są w watę!

Jeśli jako dzieci albo młodzi ludzie żyliście w latach 40; 50; 60 i 70-tych XX wieku, to nie możecie dziś uwierzyć, że w ogóle mogliście przeżyć!

Dlaczego? A no, dlatego, że:

  • Jako dzieci siedzieliśmy w samochodach bez pasów bezpieczeństwa, poduszek powietrznych, nasze łóżeczka pomalowane były farbami o krzykliwych kolorach, pełnymi kadmu i ołowiu, że o rozpuszczalnikach nie wspomnę...
  • buteleczki, z lekarstwami i innymi (nie)bezpiecznymi chemikaliami z "Wyborowa" na czele, dały się przeciecz bez trudu otworzyć, a ciekawość to wszak cecha dzieci i młodzieży, prawda?
  • drzwi i szafki w kuchni i łazience były stałym niebezpieczeństwem dla każdego z nas, zwłaszcza, że nikt nie słyszał o zamkach anty-dziecięcych...
  • do jazdy na rowerze nikt w szyciu nie włożył kasku ochronnego, podobnie na nartach albo wrotkach.
  • wodę piło się z kranu, a nie hermetycznych butelek i tym podobnych....
  • wodę z sokiem piło się także na ulicy z tak zwanych "gruźliczanek", a szklanki były tylko opłukane wodą
  • pierwsze samochody budowaliśmy z pudel albo skrzynek po kartoflach i podczas jazdy z górki stwierdzało się, ze się zapomniało o hamulcach...
  • rano wychodziliśmy z domu by pójść się pobawić, musieliśmy wrócić wtedy, kiedy zapalały się pierwsze latarnie
  • nikt nie wiedział gdzie nas nosi, bo nikt nie miał przy sobie komórki, a sprawne budki telefoniczne można było policzyć na palcach jednej ręki, zresztą… i tak nikt nie nosił grosza przy sobie...
  • człowiek się kaleczył, spadał z drzew, łamał kości, wybijał zęby i nikt nikogo, z tego powodu, nie skarżył do sadu, nie robił reportaży w ogólnopolskiej telewizji. Po prostu sami byliśmy sobie winni...
  • jedliśmy keksy, czekoladę (często czekoladopodobną), oranżadę w proszku, chleb grubo posmarowany masłem, kiełbasę, kartofle, skwarki i Bóg wie, co jeszcze. I co?  I nikt nie był przesadnie gruby...
  • piliśmy w grupie z jednej butelki i nikt od tego nie umarł...
  • nie mieliśmy: playstation, nintendo, x-boksów, mail-boksów gier video, sześćdziesięciu programów w telewizji, kaset video, dvd, surround sound, własnego telewizora, ani komputera
  • Ale za to…
  • mieliśmy świetnych kolegów i koleżanki! - po prostu wychodziliśmy z domu i spotykaliśmy ich na ulicy, bez telefonowania i umawiania się, bez wiedzy rodziców, którzy nie musieli nas przywozić i odwozić. Jak to było możliwe?
  • wymyślaliśmy zabawy z kijem i kamieniem, jedliśmy ziemie, dżdżownice i temu podobne. I co?
  • niektórzy z nas nie byli tak sprytni i przepadali na egzaminach albo powtarzali klasę i nikt nie zwoływał z tego powodu kryzysowych nauczycielskich narad...
  • jeździło się autostopem i nikomu nie przyszło do głowy, że coś takiego może się bardzo marnie skończyć...
  • podrywaliśmy panienki i nikt tego nie nazywał molestowaniem seksualnym, tylko zupełnie inaczej

Nasze pokolenia stworzyły tak wiele! Może właśnie, dlatego, o czym piszemy powyżej. Także, dlatego, że żyliśmy bez obaw, z wolnością, siłą, konsekwencją, z sukcesem i klęską, z gotowością na ryzyko i wiarą w drugiego, otwartością, zaufaniem i miłością do ludzi.

To właśnie zawdzięczamy naszym rodzicom i rodzicom naszych rodziców oraz i czasom naszego dzieciństwa i młodości...  Ja też do należę do tego szczęśliwego pokolenia!

TOP